
To miejsce tworzone przez działkowców dla działkowców. Przestrzeń, w której dzielimy się doświadczeniem, pomysłami i tym wszystkim, co sprawia, że życie w ogrodzie jest tak wyjątkowe. Znajdziesz tu praktyczne porady dotyczące upraw, zakładania nowych grządek, pielęgnacji roślin oraz prac, które zmieniają się wraz z porami roku. Nie zabraknie także zielonych notatek, inspirujących historii i ogrodowych pogaduch – bo ogród to nie tylko praca, ale również pasja, odpoczynek, radość i ludzie, którzy kochają naturę oraz czują się za nią odpowiedzialni. Na działce zawsze jest coś do zrobienia… a jeszcze lepiej, gdy można się tym podzielić z innymi!
Zaglądajcie, czytajcie, inspirujcie się i dzielcie własnymi doświadczeniami.
Proszę pisać na adres: jolabf@gmail.com
2026.04.17 – tekst Kasia Q – Leń marcowy.
Co to jest i czym to zwalczyć ??
Okropnie wygląda, prawda? Zwłaszcza jak się wylęgną i są ich chmary. Aktualnie dojazd doRODu rowerem wymaga oddychania przez nos i uśmiechu z zamkniętymi ustami. 🙂
Ta czarna, nieco ślamazarna mucha to leń marcowy. Ich larwy też nie budzą entuzjazmu swoim wyglądem!
O zgrozo, leń marcowy bywa oskarżany o podgryzanie korzeni roślin. Jak jednak poszukamy nieco głębiej, poza zaklętym kręgiem stron producentów środków ochrony roślin (i innych, które powtarzają po sobie informacje o podgryzaniu korzeni), to się zorientujemy, że lenie są wręcz pożyteczne. Dorosłe owady żywią się głównie nektarem, dzięki czemu odgrywają ważną rolę zapylania wcześnie kwitnących drzew i krzewów owocowych. W postaci larwalnej zaś odżywiają się martwą materią organiczną, czyli są naszym sprzymierzeńcem użyźniającym glebę grządek. Ponieważ chętnie składają jaja w grubej ściółce, pod którą potem buszują larwy, to niektórzy postanawiają usunąć ściółkę, żeby nie ściągać ich w pobliże roślin. Jednak brak ściółki powoduje wysychanie gleby, brak rozłożonej materii organicznej powoduje konieczność nawożenia, więc może lepiej dać im działać. A gdy zobaczymy larwy lenia przy korzeniach rośliny, podziękujmy im za sprzątanie – one zabrały się za rośliny, którym coś już dolega, nawet jeśli tego jeszcze ludzkie oko nie dostrzega. Mało tego – zarówno owady dorosłe, jak i larwy lenia są cennych pokarmem dla ptaków, które z taką lubością dokarmiamy w naszym RODzie.
To czym to zwalczać? Tak, zgadza się – najlepiej niczym
Chcę się z Wami podzielić tablicami, które znalazłam w internecie — prostymi, ale bardzo wymownymi.
Czasem to, co najpiękniejsze, mamy tuż pod nogami. Drobne kwiatuszki przy ziemi, a nawet „chwasty”, które tak często usuwamy… są niezwykle ważne dla równowagi ekologicznej i bioróżnorodności. To one przyciągają owady i zapylacze. To one chronią glebę, zatrzymują wilgoć, budują naturalną równowagę. Bez nich gleba staje się uboższa.
A my? walczymy o idealne i równe trawniki… tylko po co?
…właśnie te „nieidealne” trawniki są najpiękniejsze, bardziej zielone, silniejsze, pełne życia. Takie, na które chce się patrzeć i które naprawdę żyją. (i w tym miejscu pominę milczeniem wizytacje kontroli jakości mojej gleby…czyli dziki 😊 😊) – walczę i ja o mój trawnik… tym razem bardziej świadomie. Zobaczymy jaki będzie efekt.
… przyszła refleksja…. 🙂 …po kilku miesiącach spojrzałam na mój trawnik inaczej 🙂 Bo czy dzik przyszedłby byle gdzie? Czy ryłby w ziemi, gdzie nic nie ma? No nie! to znaczy, że: – ziemia żyje – robaczki są – pędraki i larwy też – unosi się zapach dobrego kompostu – ziemia jest wilgotna – brak chemii to więcej życia w ziemi – a do tego atrakcyjny teren Krakowa!!! na Woli Justowskiej. Wszystko jest jak trzeba!…i czemu tu się dziwić ? naturalny ekosystem działa 🙂 Mam działkę tak atrakcyjną, że nawet dziki wpadają tu na kolację. Eksperci od kontroli jakości gleby! 🙂
Ale żeby mi nie było tak cudownie….
to: Jak na to patrzeć zdroworozsądkowo?
Mam dobrą, żyzną ziemię
ale muszę ją chronić przed dzikami!!!
czyli : ZABEZPIECZYĆ DZIAŁKĘ.
2026.03.18 – relacja Kasia Q – Nasze skarby: woda deszczowa i owady
Marzec nas dopieszcza słoneczną pogodą, aż miło! Ale w RODzie już słychać komentarze, że „mogłoby popadać”. Prawda! W słońcu miło się wygrzać, ale gleba – tam, gdzie jest odsłonięta (bez roślin, bez ściółki), zwłaszcza po przekopaniu – już zaczyna przesychać. Jeśli nie mamy sensownego podłączenia do zbioru deszczówki, warto choćby podstawić wiadra pod rynny, żeby łapać ten cenny zasób, jak tylko coś pokropi. I tutaj uwaga! Ponieważ nasze owady szaleją już na całego, więc potrzebują też wody. Wrzućmy do każdego otwartego pojemnika na wodę patyki, kamień, cokolwiek, żeby spragnione wody miały na czym przysiąść, żeby się napić, a co ważniejsze – żeby miały bazę do odlotu. W przeciwnym razie nam się potopią.
2026.03.08 – relacja Kasia Q – Bezdomniaki. Ale już???
Spokojnie, jeszcze nam nie dziesiątkują niczego
Ale teraz, w cieplejsze dni, mamy idealny moment, aby zajrzeć pod deski, deszczułki, kamienie, kostki, wiadra i doniczki zostawione jesienią, między cegły, itp. Ślimaki nagie będące zmorą ogrodników, czyli przede wszystkim śliniki, składają jaja jesienią i potem giną. Teraz z jaj wylęgają się młode osobniki, a te, które wylęgły się jesienią i przezimowały, zaczynają się pokazywać bliżej powierzchni – zwłaszcza w ciepłych, przytulnych miejscach jak szklarnie. Mają ok 1-2cm długości i charakterystyczny kolor, od żółto-musztardowego, przez odcienie rudości do brązowego. Zróbmy przegląd i wynieśmy je z naszych ogródków zanim się powiększy ich rozmiar i apetyt.
Czemu wynosić? Teren ślinika to maksymalnie ok. 45m2. Wyniesienie ich 50m od RODu powinno wystarczyć, żeby na pewno nie wróciły. Mało tego – dziki odżywiają się też ślinikami! Więc jeśli zafundujemy im wycieczkę w miejsca, w których ryje nasze dzicze utrapienie, to potencjalnie złapiemy dwie sroki za ogon: nakarmimy dziki (i może zmniejszymy ich apetyt na demolkę RODu), a dziki zmniejszą nam populację ślimorów. Acha! Nie każdy bezdomniak jest inwazyjnym ślinikiem! Ciekawostką jest to, ile rodzin i gatunków ślimaków nagich występują w Polsce, oraz jak trudno je od siebie odróżnić.
2026.02.15 – zdjęcia i relacja – Kasia Q – Dzień podlewania szklarni!
Piękny dzień dziś, idealny na spacer w ciszy białego puchu, na tropienie śladów zwierząt, ale i na „podlanie” szklarni i wszystkich suchych miejsc, do których dociera mało śniegu i deszczu. Wystarczy zgarnąć śnieg z powierzchni utwardzonych (tylko z tych! Trawniki, grządki i ścieżki niech sobie spokojnie nasiąkają) i wrzucić tam, gdzie go mało. Będzie powolutku się topił i szykował glebę na wiosenne nasadzenia. Przydatne zanim włączona zostanie woda ze studni. A poza tym jaka to satysfakcja skorzystać z tego, co natura przysłała za darmo, uratować przed zmarnowaniem, by potem móc mniej ciągnąć zasoby w kraju dotkniętym suszą. Można wręcz się rozkręcić i z nadmiarowego śniegu z chodników utoczyć bałwana, a potem postawić go w miejscach suchych albo pod drzewami. Rośliny będą wdzięczne, a my zaliczymy znakomitą zabawę, o której możemy potem bardzo poważnym tonem opowiadać. Czy retencja zimą nie brzmi dumnie?
O bałwanach do podlewania pisze biolog, Michał Książek: https://www.facebook.com/share/p/1DmxNfTNra/
A tu Wody Polskie o retencji zimą: https://stopsuszy.pl/retencja-zima/














